Menu
Format otwarty
Świadczeniodawcy
Linki
Na papierze i w eterze - POW NFZ w mediach

Połowa kobiet umiera, bo rak nie boli
Super Nowości z dnia 19.12.2006



Człowieku, zbadaj się póki czas!
Super Nowości z dnia 14.12.2006



Nie ma leku na chore układy
Nowiny z dnia 24.11.2006


Wyjaśnienie do artykułu "Nie ma leku na chore układy"

1. W umowach zawartych pomiędzy PRKCh a świadczeniodawcami w rodzaju pomoc doraźna w 2001 r. istniał zapis, że świadczenia zdrowotne mogą być wykonywane osobiście przez personel lekarski, personel pielęgniarski lub przez inne osoby wykonujące zawód medyczny, posiadające kwalifikacje do udzielania świadczeń zdrowotnych określone w obowiązujących przepisach. Owe przepisy to obowiązujące w 2001 r. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 23 lutego 1953 r. w sprawie szczegółowego zakresu uprawnień zawodowych felczera, w którym czytamy m.in. że felczer jest uprawniony do samodzielnego udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, wykonywania zabiegów z zakresu pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, a pod kierunkiem lekarza może wykonywać inne procedury medyczne. To rozporządzenie obowiązywało do 31 grudnia 2004 r., do momentu wejścia w życie przepisów ustawy z 2003 r. o zawodzie felczera.  Nowa ustawa zmodyfikowała zakres uprawnień felczera; według jej zapisów felczer może udzielać pomocy w stanach zagrożenia życia i zdrowia. Podsumowując, w świetle obowiązujących w 2001 r. przepisów felczer ubezpieczenia zdrowotnego miał prawo do wykonywania prostych procedur medycznych.
2. Do Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia wraz z ofertą NZOZ Poradnia Zdrowia z Lubaczowa w rodzaju pomoc doraźna dla powiatu lubaczowskiego w 2000 r. wpłynął wpis do rejestru wojewody. Ówczesna Podkarpacka Regionalna Kasa Chorych i jej następca prawny Narodowy Fundusz Zdrowia nie kwestionują legalności czynności dokonanych przez uprawnione do takich działań organy. Narodowy Fundusz Zdrowia nie bada i nie podważa również podstaw, według których dokonano takich czynności, bo nie ma takich uprawnień.
3. Dyrektor R-36 Jacek Korzeniowski został zaproszony przez Podkarpacki Oddział Wojewódzki NFZ na negocjacje w celu podpisania umowy na 2006 r. w rodzaju opieka długoterminowa dla powiatu lubaczowskiego, ale nie podpisał protokołu z negocjacji i tym samym zrezygnował ze świadczenia usług na ten rodzaj świadczeń dla tego terenu. Narodowy Fundusz Zdrowia, kierując się dobrem pacjentów i chcąc zabezpieczyć dostęp do tych świadczeń, zawarł umowę z NZOZ Nadzieja, która również złożyła swoją ofertę m.in. na powiat lubaczowski. Dyrektor Korzeniowski złożył odwołanie od rozstrzygnięcia konkursu do Prezesa NFZ, które nie zostało uwzględnione. W tym postępowaniu POW NFZ działał zgodnie z obowiązującą procedurą konkursową - w procedurze konkursowej istnieje możliwość uzupełniania braków formalnych w wyznaczonym przez komisję terminie, do czego NZOZ Nadzieja się dostosował (uzupełnił ofertę o wpis do rejestru wojewody).
Zgodnie z przepisami, opieka hospicjum domowego jest realizowana w promieniu 30 km, a NZOZ Nadzieja zatrudnia personel z powiatu lubaczowskiego, zabezpieczając tym samym dostęp do opieki dla swoich podopiecznych.
Tytułem uzupełnienia dodam, że Podkarpacki Oddział Wojewódzki NFZ 5 lipca 2006 r. ogłosił kolejne rokowania dla powiatu lubaczowskiego na ten rodzaj świadczeń, do których przystąpił NZOZ R-36, i z tym podmiotem zawarliśmy umowę od 1 sierpnia 2006 r. do końca 2007 r.
Całość postępowania konkursowego w tej sprawie była przedmiotem kontroli Centrali NFZ, która nie wykazała uchybień ze strony naszego oddziału.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


By nie było za późno
Dziennik Polski z dnia 23.11.2006



Zrób spirometrię póki czas
Super Nowości z dnia 22.11.2006



Gammakamera stoi, pacjenci czekają
Nowiny z dnia 20.11.2006


Sprostowanie do artykułu "Gammakamera stoi, pacjenci czekają"

Z artykułu Małgorzaty Froń czytelnik może wysnuć wniosek, że funkcjonowanie gammakamery "zawisło" w Narodowym Funduszu Zdrowia, a co gorsza, zależne jest od widzimisię jakiegoś urzędnika.
Gdyby nie informacje, które otrzymała autorka od NFZ, można by jej zarzucić najwyżej niedbalstwo. Gdy jednak zestawimy efekt końcowy z materiałami wyjściowymi, trzeba podejrzewać złą wolę lub szukanie sensacji za wszelką cenę.
Kiedy bowiem POW NFZ ogłosił rokowania na świadczenie usług przez WZS - był początek sierpnia. Rozstrzygnięcie (dla okresu wrzesień - grudzień 2006) nastąpiło 24 sierpnia. Umowa, którą WZS przedstawił Funduszowi podpisana 18 sierpnia mówiła, że sprzęt zostanie dostarczony do 90 dni, czyli nawet 18 listopada!!!
Wśród wymagań stawianych placówce jest minimalny czas pracy personelu - 5 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu (pełny etat). Tego warunku WZS nie spełniał.
Kolejny wymóg konieczny to opinia konsultanta wojewódzkiego lub krajowego w dziedzinie medycyny nuklearnej bądź endokrynologii. Takich również WZS nie posiadał.
Następna sprawa, to odpowiedni personel - placówka przedstawiła co prawda porozumienie z Zakładem Opieki Zdrowotnej MSWiA w Rzeszowie, ale i on nie zatrudnia lekarzy gwarantujących opiekę pacjentom z powikłaniami po podaniu izotopu.
Czy w takiej sytuacji NFZ powinien był podpisać kontrakt?
I jeszcze jedno sprostowanie. Red. Froń cytując moją wypowiedź przesądziła o wyniku trwającego wciąż postępowania - stwierdziłam, że oddział Funduszu ogłosił konkurs na badania izotopowe w 2007 roku. Autorka tymczasem przypisuje mi następujące zdanie: "od nowego roku w ramach kontraktu będą mogły być wykonywane także badania izotopowe".
Tego nie powiedziałam. Na wynik konkursu trzeba poczekać.
Przypomnę, że do kompletu warunków obowiązujących na rok 2007 wymagana jest zgoda Ministerstwa Zdrowia na prowadzenie działalności związanej z narażeniem na promieniowanie jonizujące w celach medycznych.
Pragnę podkreślić - co również autorka przemilczała - że Fundusz kontraktuje tylko część diagnostyki gammakamery, tj. badania izotopowe i scyntygrafię. Dla pełnego wykorzystania kosztownego urządzenia dyrekcja musi poszukiwać możliwości wykonywania świadczeń także na zlecenie innych ośrodków.
Reasumując - Fundusz postąpił zgodnie z zasadami prawa i zdrowego rozsądku.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie

PS. Poniżej materiały, które otrzymała Pani redaktor Małgorzata Froń:
Podkarpacki Oddział Wojewódzki NFZ ogłosił rokowania o zawarcie umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej dla Wojewódzkiego Zespołu Specjalistycznego 3 sierpnia br., rozstrzygnięcie nastąpiło 24 sierpnia. Okres umowy to: 1 września - 31 grudnia 2006 r.
Komisja konkursowa wezwała oferenta do wyjaśnienia niejasności związanych ze złożonymi dokumentami. Po ich złożeniu, komisja stwierdziła, że:
1. Brak sprzętu niezbędnego do realizacji umowy. Zgodnie z umową pomiędzy WZS a dostawcą gammakamery, sprzęt ten może zostać dostarczony w terminie do 90 dni od daty podpisania umowy, a umowa została podpisana w dniu 18.08.2006 r. Nie mieliśmy gwarancji, że placówka będzie spełniała wymagania dotyczące sprzętu od dnia podpisania umowy (umowa od 1 września 2006 r.).
2. Wymiar czasu pracy zatrudnionego personelu nie odpowiada szczegółowym materiałom informacyjnym. Wymagany czas pracy w każdej pracowni to 5 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu (pełny etat).
3. Brak opinii konsultanta wojewódzkiego lub krajowego w dziedzinie medycyny nuklearnej lub opinii konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie endokrynologii, co jest wymogiem koniecznym.
4. Placówka zawarła porozumienie w sprawie współpracy dotyczącej hospitalizacji pacjentów leczonych w WZS w Rzeszowie z Zakładem Opieki Zdrowotnej MSWiA w Rzeszowie, jednak jednostka ta nie zatrudnia na oddziale wewnętrznym lekarzy specjalistów w dziedzinie medycyny nuklearnej, którzy zapewniliby opiekę pacjentom z powikłaniami po podaniu izotopu.


Wybierz życie - zrób cytologię
Super Nowości z dnia 07.11.2006



Sieczkoś już wymienia
Super Nowości z dnia 24.10.2006


Sprostowanie do artykułu "Sieczkoś już wymienia"

Nieprawdziwa jest informacja o odpowiedzialności dyrektora Roberta Bugaja za podjęcie decyzji o niepłaceniu za porady ginekologiczne, podczas których jedynie wypisywano recepty na środki antykoncepcyjne. Nie mógł za to odpowiadać, ponieważ we wspomnianym przez autora artykułu okresie zastępcą dyrektora ds. medycznych ówczesnej Podkarpackiej Regionalnej Kasy Chorych była p. Marta Warpechowska.
Wspomniany w artykule wyjazd szkoleniowy z udziałem dyr. Roberta Bugaja w maju 2002 r. do RPA był organizowany przez firmę szkoleniową współpracującą z Bankiem Światowym i z powodu udziału w tym wyjeździe nie padły pod adresem dyr. Roberta Bugaja jakiekolwiek formalne zarzuty. Szczególnie – co należy podkreślić – od organów powołanych do zwalczania działań, o jakich pisze red. Krzysztof Rokosz.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Ważna profilaktyka
Nowiny z dnia 18.10.2006



Co Sieczkoś zrobi z ludźmi Latawca
Nowiny z dnia 10.10.2006


Sprostowanie do artykułu "Co Sieczkoś zrobi z ludźmi Latawca"

Nieprawdziwa jest teza zawarta w artykule „przyszedł Latawiec po Lelkowej, to zaczął od zwolnień”. Po objęciu stanowiska Dyrektora Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ przeze mnie został zmieniony jedynie zarząd oddziału.
Nieścisłe jest również stwierdzenie, że dyrektor Latawiec „zwolnił Sieczkosia”. Panu Zbigniewowi Sieczkosiowi nie została przedłużona umowa o pracę, jako jednej z pięciu osób, z chwilą wejścia w życie ustawy o Narodowym Funduszu Zdrowia, czyli pół roku po objęciu stanowiska dyrektora przeze mnie (kwiecień 2003 r.), co zresztą Pan Zbigniew Sieczkoś sam przyznaje w wypowiedzi udzielonej dla „Gazety Wyborczej” z dnia 3 października 2006 r. pt. „Czy Zbigniew Sieczkoś zastąpi Piotra Latawca?” autorstwa red. Anny Gorczycy.

Nie najlepiej o dziennikarskiej rzetelności świadczy również fakt, że redaktor Małgorzata Froń nie zamieściła pełnego stanowiska oddziału odnośnie kontraktowania na 2007 r., a dokonane skróty zniekształciły sens:
Podkarpacki Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia w Rzeszowie posiada w większości podpisane umowy wieloletnie ze swoimi świadczeniodawcami i dla tych umów przewidziana jest tylko procedura renegocjacji warunków finansowych na 2007 r. Mamy na to czas do 30 listopada 2006 r. Nowe konkursy nasz oddział ogłasza tylko dla lecznictwa uzdrowiskowego i programów profilaktycznych, ponieważ okres obowiązywania tych umów upływa z końcem roku, a w innych rodzajach świadczeń ogłaszamy wyłącznie konkursy uzupełniające.
Oddział, zgodnie z zapisami w umowach wieloletnich, do 30 września br. był zobowiązany przedstawić propozycje kwot na 2007 r. dla każdego świadczeniodawcy, który ma podpisaną z nami taką umowę. 16 października to termin wyłącznie wstępnego „określenia się” świadczeniodawcy co do tej propozycji, a termin 30 listopada (czyli zakończenia negocjacji) w żaden sposób nie został naruszony, o czym poinformowaliśmy Gazetę Codzienną „Nowiny”.

Piotr Latawiec
Dyrektor Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego
Narodowego Funduszu Zdrowia z siedzibą w Rzeszowie


Cytologia bez skierowania
Nowiny z dnia 19.09.2006



Bezpłatne badania dla kobiet
Super Nowości z dnia 19.09.2006



Jednak Mielec!
Echo Dnia z dnia 04.09.2006


Sprostowanie do artykułu "Jednak Mielec!"

Z wielkim zdziwieniem przeczytałem w „Echu Dnia” z 4 września 2006 r. artykuł „Jednak Mielec!” autorstwa Krzysztofa Urbańskiego o „uzgodnieniach z dyrektorem wojewódzkiego oddziału NFZ” w sprawie kontraktu na świadczenia pracowni hemodynamiki w Mielcu. Oświadczam stanowczo, że niczego w tej sprawie nie uzgadniałem ani ja, ani żaden z moich współpracowników, tj.: zastępców, naczelników wydziałów czy też kierowników sekcji.
Jedynym zdarzeniem, z moim udziałem, związanym z powstającą pracownią hemodynamiki w Mielcu, które faktycznie miało miejsce, było spotkanie z kierownictwem „American Heart of Poland”, do którego doszło pod koniec sierpnia na prośbę zainteresowanych. Na spotkaniu tym przedstawiono mi obszernie (w nawiązaniu do miesiąc wcześniej otrzymanego listu) plany spółki co do uruchomienia pracowni hemodynamiki w Mielcu i związane z nimi oczekiwania zarządu spółki co do finansowania ich działalności przez NFZ.
Wyrażam na koniec ubolewanie, że „Echo Dnia” informuje opinię społeczną o istotnych dla społeczeństwa sprawach bez ich sprawdzenia u źródła kreując tym samym tzw. fakty medialne.

Piotr Latawiec
Dyrektor Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego
Narodowego Funduszu Zdrowia z siedzibą w Rzeszowie


Będzie więcej profilaktyki
Super Nowości z dnia 31.08.2006



Ten nowotwór rozwija się 10 lat
Nowiny z dnia 30.08.2006



Nie daj się zabić rakowi
Nowiny z dnia 29.08.2006



Zabraknie na kardiochirurgię
Super Nowości z dnia 10.08.2006


Sprostowanie do artykułu „Zabraknie na kardiochirurgię”

Nieprawdziwy jest zarówno tytuł, jak i pierwsze zadanie artykułu, jakoby „w naszym regionie może zabraknąć środków na nowe procedury medyczne, takie jak kardiochirurgia czy rehabilitacja”. Podkarpacki Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia w Rzeszowie zabezpieczył środki na działanie nowo powstającego ośrodka kardiochirurgicznego.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Lepiej zapobiegać
Dziennik Polski z dnia 09.08.2006



Kobiety! Róbcie cytologię
Nowiny z dnia 03.08.2006



Macie na sumieniu chore kobiety!
Nowiny z dnia 02.08.2006



Sprostowanie do artykułu "Macie na sumieniu chore kobiety!"

Nieprawdziwe jest stwierdzenie zawarte w powyższym artykule, jakoby: „żaden z jarosławskich ZOZ-ów nie wykonuje w tym roku bezpłatnej mammografii”. Umowę na ten rodzaj świadczeń na 2006 r. podpisał z Narodowym Funduszem Zdrowia Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej „ALMED” w Jarosławiu. Nieprawdziwe jest również stwierdzenie, że „pacjentki muszą płacić za badania” – każda kobieta, która spełnia kryteria programu profilaktycznego, może skorzystać z bezpłatnych badań korzystając z usług podmiotów, które podpisały z NFZ umowę na realizację programów profilaktycznych bądź też – innym trybem – kiedy konieczne badania zleci lekarz specjalista. Tytułem wyjaśnienia dodam, że nie ma tzw. rejonizacji i pacjent, na takich samych zasadach, ma dostęp do świadczeń w całej Polsce.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Księża zapraszają na badania
Echo Dnia z dnia 01.08.2006



Cztery pory roku dla zdrowia
Dziennik Polski z dnia 01.08.2006



Kolejka na zabieg
Super Nowości z dnia 21.07.2006


Wyjaśnienie do głosu Czytelnika „Super Nowości”, p. Stefana M. z Łańcuta, zamieszczonego w dzienniku 21 lipca br.

W odpowiedzi na sformułowaną tezę, że na operację usunięcia zaćmy pacjent z Podkarpacia musi czekać półtora roku, chciałabym uprzejmie poinformować, że ubezpieczony, zakwalifikowany uprzednio przez lekarza do zabiegu, ma możliwość wyboru placówki na terenie całego kraju, która udziela tego typu świadczeń w ramach umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Na Podkarpaciu jest to sześć ośrodków, w których czas oczekiwania na zabieg jest zróżnicowany:
1. Wojewódzki Szpital w Przemyślu – czas oczekiwania ok. 3 miesięcy,
2. Wojewódzki Szpital Podkarpacki im. Jana Pawła II w Krośnie – czas oczekiwania ok. 10 miesięcy,
3. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. F. Chopina w Rzeszowie – czas oczekiwania ok. półtora roku,
4. Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Okulistyka w Sędziszowie Małopolskim (zabiegi wykonywane są w Mielcu) – czas oczekiwania ok. roku,
5. NZOZ Eskulap w Przemyślu (zabiegi wykonywane są w Lubaczowie i raz w miesiącu w Przemyślu) – czas oczekiwania ok. 5-6 miesięcy,
6. Powiatowy Szpital Specjalistyczny w Stalowej Woli – czas oczekiwania ok. 6 miesięcy.

Jak z powyższego zestawienia wynika, podany przez p. Stefana M. z Łańcuta okres oczekiwania na udzielenie świadczenia jest maksymalny i dotyczy jednej placówki.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Anonse z dnia 21.07.2006



Skorzystaj z bezpłatnych badań
Super Nowości z dnia 13.07.2006


Wyjaśnienie do głosu czytelnika Super Nowości, p. Ryszarda Lisaka, w odpowiedzi na art. "Skorzystaj z bezpłatnych badań".

Programy profilaktyczne finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia skierowane są do wyodrębnionych populacji, które, według epidemiologów, są najbardziej narażone na zachorowanie na dane schorzenie. Pacjent, który spełnia kryteria jednego z programów, ma możliwość skorzystania z bezpłatnych badań bez skierowania.
Niemniej jednak należy podkreślić, że wszyscy ubezpieczni w NFZ mają zapewniony dostęp do takiej samej diagnostyki. Ubezpieczeni, którzy ze względu na wiek nie mogą skorzystać z badań w ramach programów profilaktycznych, mają zapewnioną taką możliwość z tytułu objęcia ubezpieczeniem zdrowotnym. Zarówno w przypadku badań w ramach programu profilaktycznego, jak i badań zleconych przez lekarza, ubezpieczony nie ponosi kosztów.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Skorzystaj z bezpłatnych badań
Super Nowości z dnia 11.07.2006



Kolejki mogą być krótsze
Gazeta Prawna nr 129 (1747)

Kolejki mogą być krótsze
- W Polsce jest ograniczony dostęp do specjalistów - uważają międzynarodowi eksperci
- Zdaniem NFZ kolejki w szpitalach są krótsze, a dostęp np. do kardiologów jest lepszy niż rok temu
- Czas oczekiwania wydłużają pacjenci zapisujący się na ten sam zabieg w kilku szpitalach

Krystyna Krawczyk z województwa warmińsko-mazurskiego czekała na wizytę u okulisty ponad 3 miesiące. Okazało się, że musi mieć wykonany zabieg usunięcia zaćmy, na co musiałaby czekać w miejscu zamieszkania kolejny rok. Wybrała więc placówkę okulistyczną z województwa zachodniopomorskiego, gdzie operacja została jej wykonana w ciągu 5 miesięcy. To i tak nie najgorzej. Zdecydowanie najdłużej na wykonanie zabiegu usunięcia zaćmy czeka się w województwie lubuskim - nawet 1600 dni, czyli ponad 4 lata. Podobnie jest w województwie małopolskim i łódzkim.

Jest źle...
O tym, że w kraju są zbyt długie kolejki w szpitalach, a dostęp do niektórych specjalistów jest ograniczony, wiedzą dobrze pacjenci. Wskazuje na to również raport przygotowany przez szwedzką organizację HealthConsumer Powerhous. W rankingu, który oceniał systemy opieki zdrowotnej funkcjonujące w krajach europejskich, Polska znalazła się na 21 miejscu przed Czechami, Słowacją, Łotwą, Irlandią i Litwą. Szczególnie źle oceniono w naszym kraju dostęp do nowych leków, wymóg posiadania skierowania do większości lekarzy specjalistów oraz system kolejek, który powoduje jedynie ich wydłużanie. W skali od 1 do 3, gdzie oceniano czas oczekiwania na wizytę u specjalistów, dostęp do świadczeń onkologicznych oraz kardiologicznych (wszczepienie by­passów), rodzimy system opieki zdrowotnej otrzymał 1, czyli najniższą z możliwych ocen.

...NFZ twierdzi: jest dobrze
Nie zgadza się z tym Narodowy Fundusz Zdrowia. Zdaniem Jerzego Millera, prezesa funduszu, dostęp do specjalistów systematycznie poprawia się. W porównaniu z 2005 rokiem, fundusz przeznaczy o ponad 9 proc. więcej pieniędzy na leczenie specjalistyczne w tym roku. Ma to być prawie 2,6 mld zł. Regionalne oddziały NFZ starają się ponadto podpisywać kontrakty z tymi świadczeniodawcami, którzy wykonują deficytowe usługi medyczne w danym regionie.
W województwie świętokrzyskim podpisano dodatkową umowę z przychodnią kardiologiczną, która działa także w soboty, a dwa razy w tygodniu przyjmuje pacjentów do późnego wieczora. Beata Ryń, rzecznik prasowy świętokrzyskiego NFZ podkreśla, że dzięki temu skróciła się kolejka na przeprowadzanie kontroli stymulatorów serca. Oddziałowi udało się również praktycznie zlikwidować kolejki do refundacji sprzętu ortopedycznego. Jeszcze rok temu czas oczekiwania na materac przeciw odleżynom wynosił 9 miesięcy. Obecnie - dodaje Beata Ryń - są one refundowane od ręki.

W porównaniu z 2005 rokiem, fundusz przeznaczy o ponad 9 proc. więcej pieniędzy na leczenie specjalistyczne w tym roku

Na leczenie do Warszawy
Nadal problemem jest natomiast dostęp do ortodontów. Na terenie Podkarpacia fundusz nie ma podpisanej żadnej umowy ze świadczeniodawcami wykonującymi tego typu usługi. To szczególnie uderza w dzieci, które nawet dwa lata muszą czekać na odpłatne wykonanie aparatu ortodontycznego. Natomiast np. w województwie warmińsko-mazurskim najdłużej czeka się na wykonanie endoprotezoplastyki, koronarografii i usunięcie zaćmy.
Zdaniem NFZ kolejki do specjalistów będą jednak krótsze, jeżeli zmieni się system prowadzenia list oczekujących w placówkach medycznych. Obecnie wszystkie szpitale i przychodnie muszą prowadzić takie wykazy. Raz w miesiącu są one przesyłane do funduszu, a następnie zamieszczane na stronach internetowych poszczególnych oddziałów NFZ. Dzięki temu każdy może sprawdzić, ile osób czeka na wykonanie konkretnego zabiegu oraz jaki jest średni czas oczekiwania w danym szpitalu czy przychodni.
Jednym z problemów jest to, że pacjenci, mimo możliwości wyboru placówki, gdzie chcą się leczyć, bardzo często wybierają te miejsca, gdzie kolejki są najdłuższe (bo tam jest polecony lekarz), a nie są zainteresowani uzyskaniem zabiegu np. w szpitalu, gdzie czas oczekiwania jest o połowę krótszy. Najchętniej wybierają placówki medyczne na Mazowszu i Śląsku. W 2005 roku najczęstszym powodem przyjazdu pacjentów na leczenie w województwie mazowieckim było wszczepianie implantów ślimakowych. W Polsce praktycznie tylko jeden ośrodek w Kajetanach wykonuje tego typu zabiegi.

PESEL w kolejce
Problemem jest także to, że w tym samym czasie chorzy, na wszelki wypadek, zapisują się do kilku kolejek w jednym czasie u różnych świadczeniodawców. To powoduje, że osoby w kolejkach dublują się, bo nie jest ewidencjonowany numer PESEL oczekujących. Ma to zmienić przygotowywana przez resort zdrowia nowelizacja ustawy zdrowotnej (obecnie jest ona w trakcie konsultacji zewnętrznych). Planuje się, że zostanie skrócony okres płatności za chorych leczących się poza miejscem zamieszkania. Obecnie szpitale, które mają pacjentów spoza regionu, czekają nawet 2 lata na pokrycie przez NFZ kosztów ich leczenia.
Wątpi w to jednak Janusz Atłachowicz, dyrektor szpitala powiatowego w Rawiczu. Jego zdaniem, faktycznie poprawiła się dostępność do specjalistów, ponieważ NFZ przeznaczył więcej środków na tego typu świadczenia. Jednak nadal pieniądze nie idą za pacjentem i NFZ nie płaci za przyjezdnych chorych. Zdaniem Janusza Atłachowicza, zmiana ustawy zdrowotnej raczej tego nie poprawi.
Wprowadzenie obowiązku wpisywania numeru PESEL osób czekających w kolejkach spowoduje jedynie zwiększenie kosztów administracyjnych w placówkach ochrony zdrowia. Nie usprawni jednak i nie skróci kolejek do świadczeń specjalistycznych.

Wyjaśnienie do artykułu "Kolejki mogą być krótsze"

Nieprawdziwe jest zdanie o dostępie do świadczeń w zakresie ortodoncji na terenie Podkarpacia zamieszczone w artykule jakoby na terenie Podkarpacia Fundusz nie miał podpisanej żadnej umowy ze świadczeniodawcami wykonującymi tego typu usługi. Podkarpacki Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia w roku 2006 r. zawarł 29 umów ze świadczeniodawcami w zakresie ortodoncji, a w ramach tych umów świadczeń udzielają 32 lekarze tej specjalności.
Nieprawdziwe jest również zdanie: To szczególnie uderza w dzieci, które nawet dwa lata muszą czekać na odpłatne wykonanie aparatu ortodontycznego.
Po pierwsze, zgodnie z obowiązującymi przepisami, dzieciom do ukończenia 12. roku życia aparaty ruchome są refundowane w całości, a jeśli dziecko kontynuuje leczenie, bezpłatne wizyty u ortodonty przysługują mu do 13. roku życia.
Po drugie, nieprawdziwy jest wskazany w artykule czas oczekiwania na udzielenie świadczeń ortodontycznych na Podkarpaciu. Są gabinety, gdzie mali pacjenci przyjmowani są bez kolejek, na bieżąco, są i takie, gdzie należy spodziewać się kilkumiesięcznego okresu oczekiwania na wizytę. Reasumując, mały pacjent z terenu Podkarpacia, który chce skorzystać z wizyty u ortodonty, nie musi oczekiwać dwóch lat w kolejce.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Nie daj się rakowi
Super Nowości z dnia 05.07.2006



SMS-em w raka?
Super Nowości z dnia 03.07.2006



Anonse z dnia 30.06.2006



Na badania... SMS-y
Dziennik Polski z dnia 22.05.2006



SMS od Funduszu Zdrowia
Nowiny z dnia 21.06.2006



Zbadaj piersi
Super Nowości z dnia 23.05.2006



Oddychaj pełną piersią
Super Nowości z dnia 16.05.2006



Zbadaj się, jak my
Nowiny z dnia 12.05.2006



Tego jeszcze nie było
Gazeta Wyborcza z dnia 12.05.2006



Na badania bez skierowania!
Echo Dnia z dnia 10.05.2006



Sprawdź swoje serce
Super Nowości z dnia 09.05.2006



Zbadaj się, zanim będzie za późno
Nowiny z dnia 09.05.2006



Zbadaj się za darmo
Nowiny z dnia 08.05.2006



Cztery pory roku dla zdrowia
Dziennik Polski z dnia 08.05.2006



Co każdy z nas powinien wiedzieć o przeszczepianiu narządów?
Podkarpacie z dnia 19.04.2006





Umierają, czekając na przeszczep
Super Nowości z dnia 11.04.2006


Z prof. dr hab. med. Jerzym Sadowskim, kierującym Kliniką Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii w Krakowie, rozmawia Anna Moraniec

- Z czego wynika mała liczba dawców narządów do przeszczepu?
- Mała liczba dawców to efekt obaw społeczeństwa, że narządy mogą zostaną pobrane od osób, które można jeszcze uratować oraz niechęcią rodziny przed okaleczeniem ciała bliskiej osoby. Wina leży również po stronie lekarzy anastezjologów i neurologów, którzy nie chcą podejmować trudu rozmowy z rodziną zmarłego.
- Co należałoby zrobić, by zwiększyć świadomość ludzi w tej kwestii?
- Ważną sprawą jest uzmysłowić rodzinie, że pacjent do pewnego momentu jest do uratowania, wtedy należy zrobić wszystko, by mu pomóc. Jeżeli jednak dojdzie do nieodwracalnych zmian w mózgu takiej możliwości już nie ma. Ewentualność jakiejkolwiek pomyłki przy stwierdzeniu zgonu wyklucza specjalna komisja, która dwukrotnie bada potencjalnego dawcę. Gdy stwierdzi śmierć pnia mózgu można wówczas myśleć o przeszczepie.
- Czy promowane przez Pana Profesora w ramach kampanii ''Nie zabieraj swoich narządów do nieba...''oświadczenie woli może cokolwiek zmienić w transplantologii?
- Nagłośnienie problemu braku dawców sprawi, że problem przestanie być tematem tabu. Pomoże zmienić mentalność społeczeństwa, uświadomić mu, że o przeszczepie należy myśleć wcześniej. Oświadczenie woli nie ma mocy prawnej, ale może pomóc lekarzowi w czasie rozmów z rodziną zmarłej osoby. Większości osób łatwiej będzie pogodzić się z myślą o pobraniu narządów jeżeli przeczytają słowa: ''Moją wolą jest, by w przypadku nagłej śmierci moje narządy zostały przekazane do transplantacji ratując życie innym''. Bo mogą je potraktować jak ostatnią wolę zmarłego.
- Jaki jest stosunek Kościoła katolickiego do transplantologii?
- Ojciec św. Jan Paweł II uważał dawstwo narządów za prawdziwy akt miłosierdzia, również ks. abp. Józef Życiński wielokrotnie podkreślał aprobatę dla przeszczepów.
- Jak są finansowane takie zabiegi?
- Mamy na to pieniądze z Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia. Niestety w ubiegłym roku wykorzystaliśmy tylko połowę wysokości kontraktu, resztę 1 215 000 zł musimy zwrócić, ponieważ są to środki celowe, które nie mogą być przeznaczone na nic innego. Nasz ośrodek mógłby wykonywać dużo więcej przeszczepów, bo mamy 5 kardiochirurgów, którzy mogą przeszczepić serce.
- Co powinno łączyć dawcę z biorcą?
- Grupa krwi oraz zbliżona waga (różnica nie może być większa niż 10 kg). Zdarza się, że jedno serce pasuje dwóm, trzem pacjentom z kolejki oczekujących, wtedy wybieramy tego chorego, który najbardziej potrzebuje przeszczepu.
- Jak wygląda procedura przeszczepowa?
- Codziennie dyżuruje specjalny zespół gotowy do przeszczepu. Po otrzymaniu sygnału, że jest potencjalny dawca zespół jedzie karetką lub samolotem do niego. W tym czasie drugi zespół przygotowuje biorcę. Czas między pobraniem, a wszczepieniem serca nie powinien być dłuższy niż 4-5 godzin, bowiem im dłużej serce jest niedokrwione zwiększa się ryzyko powikłań.
- Jak długo może żyć człowiek po przeszczepie?
- Najdłużej żyjący pacjent po przeszczepie cieszy się nowym sercem już 25 lat. Nasz pacjent żył 15 lat, ale najważniejsze jest to, że znaczna część z nich mogła wrócić do normalnego życia, założyć rodzinę i mieć dzieci.
ANNA MORANIEC

Ustawa o pobieraniu i przeszczepianiu narządów precyzyjnie określa, kto może być dawcą i w jakiej sytuacji, oraz zakłada zgodę domniemaną na przeszczep, jeśli ktoś nie zgłosił swojego sprzeciwu do centralnego rejestru (w 2004 roku zrobiło to tylko 288 osób). Osoby, które wyrażają zgodę na pobranie narządów, mogą wypełnić tzw. ''oświadczenie woli''. Druki dostępne są na stronach: www.oswiadczeniewoli.pl; www.nfz-krakow.pl; www.kardiochirurgia.net.pl.

Nasz region na końcu tabeli
48 osób, w tym 6 pacjentów z Podkarpacia czeka obecnie na przeszczep serca. Ilu z nich doczeka takiej operacji, nikt nie może przewidzieć, bo dawców jest ciągle za mało. Nasz region jest na samym końcu w tabeli dawców.


Pacjenta trzeba słuchać
Super Nowości z dnia 07.04.2006




Wyjaśnienie do artykułu "Pacjenta trzeba słuchać"

W udzielonym red. Urszuli Pasiecznej wywiadzie pt. „Pacjenta trzeba słuchać” p. Barbara Lizak-Kołaczko stwierdziła, że: Nie mogę pogodzić się, że mamy tak mało pieniędzy na badania diagnostyczne. Zgodnie z zaleceniami NFZ, lekarz może przeznaczyć od 10 do 15 procent na badania. To daje śmieszną kwotę około złotówki na jednego pacjenta miesięcznie. A gdzie badania obrazowe (rentgen, USG)? Nie mówiąc o badaniach profilaktycznych.
Są to informacje, które nie mają potwierdzenia w obowiązującym systemie finansowania podstawowej opieki zdrowotnej, bowiem zapisy, by 10% wysokości kontraktu lekarza rodzinnego musiało być przeznaczone na badania diagnostyczne a niewykorzystane środki miałyby wracać do Funduszu proponowane były przez Narodowy Fundusz Zdrowia w roku 2004 r. W wyniku ówczesnych protestów lekarzy rodzinnych od tego zapisu odstąpiono, a obecnie liczba zlecanych badań zależy tylko i wyłącznie od lekarza. W praktyce oznacza to, że lekarz zleca badania kierując się wskazaniami medycznymi.
Nieścisłe jest również stwierdzenie, że to „złotówka na jednego pacjenta miesięcznie” - chciałabym nadmienić, że owa „złotówka” na każdego ubezpieczonego, czyli każdego obywatela, przemnożona przez wszystkich ubezpieczonych zapisanych na liście lekarza i związane z tym wskaźniki korygujące daje miesięcznie ok. 3 tys. zł na diagnostykę dla lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Zagrożenie dla diabetyków
Super Nowości z dnia 07.04.2006
Na blisko 1000 dzieci chorujących na cukrzycę, jedyna poradnia diabetologiczna, przy Wojewódzkim Szpitalu nr 2 w Rzeszowie, przystąpiła do strajku

PODKARPACIE. Lekarze w rzeszowskim szpitalu ''Na górce'' już piąty dzień pracują w systemie ostrodyżurowym, przyjmując tylko chorych z zagrożeniem życia. Dwie lekarki pracujące w poradni również nie przyjmują pacjentów. Czy brak kontynuacji leczenia insuliną nie jest stanem zagrożenia? - Zrobimy wszystko, by nie zostawić dzieci bez pomocy - zapewnia dyrekcja szpitala.

- Miałam zaplanowaną wizytę w poradni diabetologicznej z synem Michałem, który od 12 lat choruje na cukrzycę - mówi Renata Wilczkiewicz, prezes Podkarpackiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Młodzieży z Cukrzycą. - Poradnia, jedyna na całe województwo, była nieczynna. W tym dniu kilkanaście osób potrzebowało recept na insulinę, pasków do badania poziomu cukru, oprzyrządowania do pomp insulinowych.

Wizyty małych diabetyków u lekarza wypadają średnio co dwa, trzy miesiące, bo na tyle starcza przepisanej insuliny, pasków i innych koniecznych do prawidłowego prowadzenia cukrzyka dodatków. Większej ilości lekarz nie może przepisać, bo ograniczają go narzucone przez NFZ limity.

Czy przerwanie leczenia insuliną może stanowić dla dzieci zagrożenie życia? Dzieci chorują tylko na cukrzycę insulinozależną. Przerwanie leczenia może więc spowodować bardzo groźne dla zdrowia, a nawet życia następstwa: kłopoty ze wzrokiem, układem nerwowym, wczesne zawały i udary mózgu.

W związku ze strajkami lekarzy Leszek Deptuła, marszałek województwa podkarpackiego, zwrócił się do rządu o podjęcie zdecydowanych działań mających na celu zapobieżenie eskalacji protestu, bo może to stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców regionu.

ANNA MORANIEC


Komentarz

Piotr Małek, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w WS nr 2 w Rzeszowie:
- Receptę na insulinę może w razie potrzeby wypisać lekarz rodzinny. W przypadku jakichkolwiek komplikacji, skoków cukru itp. problemów z chorymi zobowiązałem obie lekarki pracujące w poradni diabetologicznej do przyjmowania małych pacjentów.

Renata Wilczkiewicz, prezes Podkarpackiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Młodzieży z Cukrzycą:
- Na wypisanie oprzyrządowania do pompy insulinowej lekarze rodzinni nie mają koniecznych druków. A od kilku dni dzwonią do mnie matki z całego Podkarpacia prosząc o pomoc, bo w niektórych miejscowościach rodzinni nie wiedzą nawet, jaką insulinę mają wypisać.

Super Nowości z dnia 07_04_2006

Wyjaśnienie do artykułu "Zagrożenie dla diabetyków"

W treść artykułu Anny Moraniec pt. „Zagrożenie dla diabetyków” opublikowanego w „Super Nowościach” z 7 kwietnia 2006 r. – zapewne na wskutek nieporozumienia – wkradł się błąd. Autorka stwierdza, że „wizyty małych diabetyków u lekarza wypadają średnio co dwa, trzy miesiące”. Jest to zgodne z praktyką medyczną: pacjent, by być dobrze leczony, powinien korzystać z porad diabetologa przynajmniej raz na 3 miesiące. Nieścisłe jest jednak stwierdzenie, że „większej ilości (leku) lekarz nie może przepisać, bo ograniczają go narzucone przez NFZ limity”. Z uwagi na te nieścisłości pragnę zwrócić uwagę, że to nie Narodowy Fundusz Zdrowia „ogranicza” ilość przepisywanych medykamentów, ale zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia w sprawie recept lekarskich lekarz diabetolog może wypisać zarówno zapas insuliny, jak i pasków potrzebny do trzymiesięcznej terapii pacjenta cierpiącego na cukrzycę.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Modlę się za tego, który dał mi swoje serce
Gazeta Wyborcza z dnia 20.03.2006

Zbigniew Barański z Niebocka koło Brzozowa od września ubiegłego żyje dzięki cudzemu sercu. Miał szczęście, bo rodzina dawcy zgodziła się na przeszczep. Ma dopiero 23 lata. Wierzy, że ma przed sobą długie życie
Zaczęło się niewinnie: w 2003 roku zachorował na grypę. Dziś wie, że chyba jej dobrze nie wyleczył, bo przyplątało się zapalenie płuc. - Wkrótce okazało się, że są kolejne komplikacje. Doszło do zapalenia mięśnia sercowego. Dwa tygodnie leżałem w szpitalu w Brzozowie, potem przez półtora roku brałem leki - opowiada. Choć serce dawało mu się we znaki, nie sądził, że jego choroba jest bardzo poważna. Młody, do niedawna silny i zdrowy chłop z trudem wchodził po schodach, problemem był najmniejszy wysiłek fizyczny, brakowało mu tchu przy zwykłych czynnościach życiowych.
- Myślałem jednak, że jeśli będę brał leki, wyzdrowieję - mówi Barański. We wrześniu ubiegłego roku opiekujący się nim lekarz skierował go do kliniki w Krakowie. - Po badaniach powiedzieli mi, że powinienem mieć jak najszybciej przeszczepione serce. Usłyszałem, że zostało mi niewiele lat życia - wspomina.
Dziś nie chce mówić o tym, co wtedy myślał. Tydzień później zadzwonił lekarz z Krakowa: - Jest dawca, niech pan przyjeżdża.
Zbigniew Barański poprosił tylko o pięć minut na zastanowienie. - Jaką decyzję mogłem podjąć? Tylko jedną. Zgadzam się - stwierdza.
Karetka ze szpitala w Brzozowie zawiozła go do kliniki chirurgii serca. - Na miejscu byliśmy o godz. 16, od razu zaczęto przygotowywać mnie do zabiegu. Później dowiedziałem się, że o godz. 19 pojechali po serce. O godz. 23 zaczęła się operacja, skończyła się po sześciu godzinach - relacjonuje Barański. Jego nowe życie zaczęło się w nocy z czwartku 22 na piątek 23 września ubiegłego roku. W takiej sytuacji pamięta się wszystkie szczegóły: z narkozy zaczęto go wybudzać o godz. 5 nad ranem. Pierwsza myśl? "Dziękuję ci Boże, że się obudziłem". Pierwsze samodzielne kroki? "W niedzielę, trzeci dzień po operacji". Potem była rehabilitacja i powrót do domu.
Zbigniew Barański był ciekaw, komu zawdzięcza życie. Próbował się dowiedzieć, kim był dawca. - Udało mi się ustalić jedynie, że był to chłopak w moim wieku, z okolic Warszawy. Nie wiem, w jaki sposób zginął, czym się zajmował. Od czasu do czasu modlę się za niego. Jestem wdzięczny jego rodzinie, że zgodziła się na oddanie jego serca - mówi.
Nowe serce służy mu bardzo dobrze, wszystkie badania kontrolne wypadają świetnie, lecz po transplantacji musiał zmienić tryb życia. Z zawodu jest ślusarzem spawaczem. - O powrocie do tej pracy muszę zapomnieć. Nie mogę nic dźwigać, a wysiłek fizyczny ograniczyć do ćwiczeń. Teraz jestem na rocznej rencie. Jeśli mi jej nie przedłużą, będę szukał sobie jakiegoś zatrudnienia. Najważniejsze jest to, że żyję - stwierdza Barański.

Anna Gorczyca


Pacjenci nie muszą umierać w kolejce do przeszczepów
Gazeta Wyborcza z dnia 20.03.2006

"Nie zabieraj swoich narządów do nieba - one potrzebne są tu na ziemi - apelują transplantolodzy

Mieszkańcy Podkarpacia do tej pory byli głusi na ten apel. W ubiegłym roku narządy przekazało zaledwie kilku dawców, a w kolejce do przeszczepu czeka kilkudziesięciu.
Lekarze z krakowskiej Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii oraz Poltransplantu biją na alarm: Świętokorzystkie, Małopolska i Podkarpacie to województwa, w których brakuje dawców. - Chcemy przekonać ludzi, żeby wyrażali zgodę na pobranie narządów, bo w ten sposób mogą uratować czyjeś życie. "Nie zabieraj swoich narządów do nieba - one przydadzą się na ziemi", to kampania, którą zaczęliśmy kilka miesięcy temu i która potrwa jeszcze przez długi czas - mówi prof. Jan Sadowski, kardiochirurg, jeden z inicjatorów akcji.
Kierowana przez niego klinika w Krakowie jest największą placówką tego typu w Polsce. Mogłaby wykonywać dużo więcej przeszczepów, a w ubiegłym roku nie wykorzystała w całości kontraktu NFZ. Teoretycznie każdy, kto nie złożył pisemnego sprzeciwu, jest potencjalnym dawcą. Realia wyglądają tak, że lekarze pytają rodzinę o zgodę na pobranie narządów, a ta przeważnie jej nie wyraża.
- Trudno to zrozumieć, bo Kościół jest za przeszczepami. W Małopolsce najlepiej sytuacja wygląda w Tarnowie. Arcybiskup Życiński, gdy był jeszcze ordynariuszem diecezji tarnowskiej, mówił z ambony na temat przeszczepów i od tej pory Tarnów jest w czołówce w regionie. Kiedyś lubelskie było na szarym końcu, odkąd jest tam biskup Życiński, liczba dawców wzrosła - mówi z chirurgów-transplantologów.
Dlaczego w naszym społeczeństwie jest taki opór przed oddaniem narządów do transplantacji? Dla wielu osób wizja "okaleczenia " ciała bliskiej osoby jest trudna do przyjęcia. Inni obawiają się, że wewnętrzne narządy zostaną pobrane od osoby, którą jeszcze można uratować. Lekarze transplantolodzy mówią, że winę za to ponoszą również ich koledzy: anestezjolodzy, neurolodzy. - Nie podejmują trudu rozmowy z rodziną zmarłego, nie powiadamiają Poltransplantu. Czasem zastanawiam się, czy brakuje im wiedzy - mówi jeden z transplantologów.
Stereotyp dawcy to motocyklista, który zginął w wypadku. Tymczasem wśród ubiegłorocznych dawców ponad połowa to ludzie, którzy zmarli na wylew, tętniaka. - W ubiegłym roku nerkę przeszczepiono 1067 osobom. Pod koniec grudnia 2005 r. w kolejce do przeszczepu czekało 1105 osób. Nie doczekało 28 z nich. Gdyby na to spojrzeć z drugiej strony, to wystarczyłoby zaledwie 14 dawców, by uratować tamtych chorych. Może warto zapytać, czy tych 28 pacjentów musiało umrzeć ? - zastanawia się dr Jerzy Skuciński, chirurg-transplantolog, koordynator południową Poltransplantu na Polskę.

Co mówi ustawa?
Ustawa o pobieraniu i przeszczepianiu narządów określa precyzyjnie, kto może być dawcą i w jakiej sytuacji, oraz zakłada zgodę domniemaną na przeszczep, jeśli ktoś nie zgłosił swojego sprzeciwu do centralnego rejestru (w 2004 r. tylko 288 osób zgłosiło chęć wpisu). Osoby, które wyrażają zgodę na pobranie narządów mogą wypełnić tzw. Oświadczenie woli. Druki można pobrać z internetu (www.oswiadczeniewoli.pl; www.nfz-krakow.pl; www.kardiochirurgia.net.pl).

Przeszczepy serca
W ubiegłym roku zgłoszono w Polsce 669 dawców, narządy pobrano od 556 osób, z powodów medycznych odrzucono 52 osoby. Rodzina nie wyraziła zgody na pobranie narządów 61 osób
Obecnie na przeszczep serca w krakowskiej klinice czeka 48 osób, w tym 6 pacjentów z Podkarpacia.
Liczba dawców na 1 mln mieszkańców:
* średnia krajowa - 14,5
* średnia europejska - 20 (Hiszpania - 40)
* zachodnio-pomorskie - 38
* opolskie - 18,7
* lubelskie - 16,4
* podlaskie - 10,7
* świętokrzyskie - 2,3
* podkarpackie - 1,9

Anna Gorczyca


Pan z zawałem? A skierowanie?
Nowiny z dnia 16.03.2006

Stanisław Dziak z bólem w klatce piersiowej szukał pomocy w Izbie Przyjęć jarosławskiego Centrum Obsługi Medycznej. Nie został przyjęty, bo nie miał skierowania od lekarza rodzinnego.
- Sytuacja jest o tyle dziwna, że wcześniej z tą samą przypadłością trafiłem do innego szpitala. Zostałem przyjęty bez problemu - mówi rozgoryczony pacjent.

W Rzeszowie przyjęli
27 lutego br. Dziak wraz z synem wracali z Ropczyc do Jarosławia. W drodze poczuł się bardzo źle. W Rzeszowie trafił prosto do szpitala. - Przyjęli mnie bez żadnych problemów. Zrobili badania, podali leki - mówi Stanisław Dziak.
Dolegliwość powtórzyła się 6 marca. Z bólami w klatce piersiowej i dusznościami Dziak trafił do Izby Przyjęć jarosławskiego Centrum Obsługi Medycznej.

W Jarosławiu nie chcieli
- Nie możemy pana przyjąć bez skierowania od lekarza rodzinnego - usłyszał od dyżurnej pielęgniarki. - Takie są przepisy.
Pielęgniarka była niewzruszona. Po telefonicznej interwencji lekarza rodzinnego pacjent, który czuł się coraz gorzej, otrzymał pomoc.
- Gdybym wezwał pogotowie, byłbym obsłużony bez zbędnej biurokracji. A tak tylko straciłem sporo nerwów przez ten incydent - żali się Stanisław Dziak.

To wymóg urzędników
- Nie było tu złej woli personelu. Takie są wymogi urzędników z Narodowego Funduszu Zdrowia - mówi dr Janina Balicka, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Centrum Opieki Medycznej. Do szpitalnej izby przyjęć w pierwszej kolejności trafiają pacjenci przywiezieni przez pogotowie oraz skierowani przez lekarzy specjalistów.
- Oczywiście, również chorzy w stanie wyraźnie zagrażającym życiu. Z doświadczenia wiemy też, że pacjent, który się awanturuje, nie jest umierający - dodaje dr Balicka.
Lekarze muszą stosować się do przepisów NFZ. Nawet tych, które uważają za absurdalne. Pacjenci domagają się swoich praw. - Najbardziej zapalnym punktem, gdzie dochodzi do konfliktów szpital - pacjent, jest izba przyjęć - mówi pielęgniarka Andrzejka Waciak.

Janusz Motyka

Wyjaśnienie do artykułu "Pan z zawałem? A skierowanie?"
Artykuł „Pan z zawałem? A skierowanie?” autorstwa red. Janusza Motyki może być przykładem tylko i wyłącznie pogoni za tanią sensacją i straszenia Czytelników. W przytoczonym artykule autor kilkukrotnie powołuje się na „wymóg urzędników” czy „absurdalne przepisy”. Przy pisaniu artykułu autor nie zwrócił się do podmiotu, którego „biurokratyczne przepisy” stały się podstawą do napisania artykułu. A szkoda, ponieważ wyjaśniłoby to, że:
- po pierwsze, zgodnie z art. 60 Ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych W STANACH NAGŁYCH ŚWIADCZENIA ZDROWOTNE UDZIELANE SĄ BEZ WYMAGANEGO SKIEROWANIA.
- po drugie, stwierdzenie, czy pacjent wymaga natychmiastowego przyjęcia, bo odroczenie w czasie udzielenia pomocy lekarskiej mogłoby skutkować utratą zdrowia lub życia, należy WYŁĄCZNIE do decyzji lekarza. Jeśli lekarz uznał, że pacjent nie wymaga pomocy w trybie nagłym i w związku z czym może zgłosić się w normalnym trybie do poradni – to taki lekarz powinien to wyraźnie pacjentowi powiedzieć, a dziennikarz piszący o tym artykuł – napisać. Jeżeli lekarz podjął błędną decyzję, podlega ona ocenie uprawnionej Izby Lekarskiej bądź prokuratury, o ile nieprawidłowa decyzja lekarza mogła narazić lub naraziła pacjenta na utratę zdrowia lub życia.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


NFZ dobrze wydał pieniądze - uznała rada
gazeta.pl
Anna Gorczyca 10-03-2006, ostatnia aktualizacja 10-03-2006 20:37

Rada społeczna podkarpackiego oddziału NFZ dobrze oceniła wydatkowanie pieniędzy w ubiegłym roku. Zwróci się również do centrali NFZ o to, żeby nadwyżki pozostawały w oddziale
W piątek w Rzeszowie członkowie rady społecznej NFZ w Rzeszowie spotkali się, żeby przeanalizować sprawozdanie finansowe za ubiegły rok, które przedstawił im dyrektor podkarpackiego oddziału. Jak już informowaliśmy miniony rok zakończył się nadwyżką w wysokości ponad 11 mln zł, które muszą wrócić do centrali NFZ. W tej kwocie ok. 2 mln zł to pieniądze, których nie udało się wydać na leczenie, pozostałą część nadwyżki stanowią oszczędności wygospodarowane w administracji, zwrot pieniędzy nieprawidłowo wydanych przez szpitale oraz rezerwa na wypadek procesów sądowych.
Rada społeczna uznała, że kierownictwo funduszu dobrze gospodarowało powierzonymi pieniędzmi. - Zatwierdziliśmy sprawozdanie finansowe za ubiegły rok. Po raz pierwszy udało się pokryć koszty wszystkich wykonanych świadczeń leczniczych, a 2 mln zł, których nie udało się wykorzystać, to zaledwie 0,14 proc. z kwoty, która trafiła do placówek służby zdrowia - mówi Jan Ozimek, przewodniczący rady. Radę zaniepokoiło to, że w tym roku w budżecie oddziału nie będzie już rezerwy stworzonej na poczet ewentualnych procesów sądowych.
- Chcielibyśmy, żeby pieniądze, które wracają do kasy NFZ po kontrolach w szpitalach można wykorzystać w oddziale. W ubiegłym roku było to ponad 5 mln zł - przyznaje Ozimek. Rada podjęła uchwałę, w której zobowiązuje dyrektora Piotra Latawca do wystąpienia do centrali NFZ o pozostawienie nadwyżki do dyspozycji oddziału. W dotychczasowej praktyce było tak, że wszystkie nadwyżki trafiają do centrali NFZ.

Dla Gazety
Piotr Latawiec dyrektor podkarpackiego oddziału NFZ
Zapłaciliśmy za wszystkie świadczenia, nie udało się wykorzystać niewielkiej kwoty. Gdyby szczegółowo przeanalizować o ile więcej środków wydano na poszczególne rodzaje świadczeń, to okazałoby się, że np. na rehabilitację przekazaliśmy o ponad 100 proc. więcej niż zakładały kontrakty. Gdybyśmy mogli sami ustalać wartość punktów, moglibyśmy inaczej płacić. Ale musielibyśmy mieć samodzielność, a to wymaga zmian systemowych. 11 mln zł, które trafi do centrali, to niewielka część z 724 mln zł, które uskładały się z nadwyżek ze wszystkich oddziałów. Gdyby te pieniądze trafiły ponownie do oddziałów i rozdzielano je według stosowanego dotychczas przelicznika w wysokości 5,5 proc., to dostalibyśmy 36 mln zł. To znacznie więcej niż te 11 mln zł, które przekazaliśmy.


Jedenaście milionów do zwrotu
gazeta.pl
Anna Gorczyca 09-03-2006, ostatnia aktualizacja 09-03-2006 18:23

Podkarpacki oddział NFZ musi zwrócić centrali ponad 11 mln zł. Część z nich to pieniądze niewykorzystane na leczenie.
- Co bym zrobił, gdybym miał 11 milionów złotych ? - dyrektor krośnieńskiego szpitala Grzegorz Pers zastanawia się bardzo krótko. - Kupiłbym sprzęt umożliwiający podniesienie wartości kontraktu, zainwestowałbym je w ocieplenie obiektu, utworzył stację kontroli pojazdów, bo na tym można zarobić, i wystarczyłoby mi na podwyżki dla lekarzy - wylicza.

W środku rankingu
Szpital dysponuje rocznym budżetem w wysokości 65 mln zł i ma blisko 40 mln zł zadłużenia. 11 mln, które w marzeniach wydawał dyrektor Pers, to kwota, jaką musi zwrócić do centrali podkarpacki oddział NFZ. W oddziałach Funduszu kończy się właśnie podsumowywanie ubiegłorocznych finansów. Podkarpacki oddział z 11 mln zł do zwrotu znalazł się pośrodku rankingu. Najgorzej z wydawaniem pieniędzy poradził sobie Kraków - musi zwrócić 38 mln zł, najmniej ma do zwrotu łódzki oddział - tylko 0,12 mln zł.

Stracone dwa miliony
Dyrektor podkarpackiego oddziału NFZ Piotr Latawiec wyjaśnia: - Z kwoty 11 mln zł zaledwie 2 mln to pieniądze, które można było przeznaczyć na świadczenia.
** Na pozostałą część składają się środki (blisko 6 mln zł) , które wróciły do kasy Funduszu po kontrolach placówek służby zdrowia. - Największy zwrot, ponad 2,6 mln zł, pochodził ze szpitala w Przemyślu, gdy się okazało, że wielokrotnie naliczano te same procedury medyczne - mówi Monika Mularz-Dobrowolska, rzecznik Funduszu.
** Blisko 2 mln zł to oszczędności Funduszu na kosztach administracyjnych i amortyzacji.
** Pozostała kwota to rezerwa na koszty procesów sądowych.
- Dlaczego nie wydaliśmy wszystkich pieniędzy? Kontraktując świadczenia, nie wiedzieliśmy, jakim budżetem będziemy dysponować do końca roku. W trzecim kwartale dostaliśmy z centrali dodatkowe środki. Dyrektorzy szpitali wiedzieli, że zapłacimy wszystkie nadwykonania, że nie muszą się trzymać ściśle limitów, a mimo to nie zdołali przyjąć więcej pacjentów - tłumaczy dyrektor Latawiec.

Dotarły za późno
Przewodniczący rady społecznej szpitala Jan Ozimek dodaje: - Sądzę, że gdyby te pieniądze trafiły wcześniej do Rzeszowa, zostałyby wydane na leczenie.

Co się stanie ze środkami, które wrócą do centrali NFZ? - Zostaną przeznaczone na spłatę zadłużenia, które mamy jeszcze z czasów kasy chorych. Zwracałem się do prezesa NFZ o to, żeby wróciły do oddziału, ale nie otrzymałem odpowiedzi - wyjaśnia Piotr Latawiec.

Budżet funduszu
Na początku ubiegłego roku podkarpacki oddział NFZ dysponował 1 mld 597 mln zł
W grudniu miał 1 mld 672 mln zł (75 mln zł - dodatkowe pieniądze z NFZ)
Plan na 2006 rok to 1 mld 663 mln zł.
89 mln zł - o tyle więcej przeznaczono w ub.r. na lecznictwo szpitalne
10,3 mln zł - o tyle więcej przeznaczono na rehabilitację leczniczą
5 mln zł - więcej na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną
3 mln zł - więcej na opiekę długoterminową
2 mln zł - więcej na stomatologię
Pacjenci najdłużej czekają na wszczepienie endoprotez i zabiegi okulistyczne.

Wyjaśnienie do artykułu "Jedenaście milionów do zwrotu"

Zdanie przytoczone w tekście przez autorkę, którym miałem jakoby skwitować sprawę rozliczenia finansowego Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ za ubiegły rok brzmi: „Zwracałem się do prezesa NFZ o to, żeby (pieniądze) wróciły do oddziału, ale nie otrzymałem odpowiedzi”. Stwarza to wrażenie, że chodzi o ewentualny zwrot 11 milionów złotych, a po moim wniosku Centrala Funduszu milczy.
To nieprawda. Nic takiego nie powiedziałem. Powiedziałem natomiast, że złożyliśmy do Prezesa NFZ wniosek o przekwalifikowanie kwoty 2 milionów złotych oszczędności w kosztach administracyjnych na koszty świadczeń ochrony zdrowia, czyli chodziło o to, byśmy mogli przekazać to, co zaoszczędziliśmy na administracji placówkom medycznym na leczenie pacjentów.
Wniosek ten nie został załatwiony pozytywnie.

Piotr Latawiec
Dyrektor Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego
Narodowego Funduszu Zdrowia w Rzeszowie


Wirtualny pacjent
Super Nowości z dnia 09.03.2006

Miało być nowocześnie i bez problemów. Reforma służby zdrowia zakładała, że pieniądze będą szły za pacjentem. Ale co jeśli pieniędzy ze składek wcale nie dostawał wybrany lekarz rodzinny, a pacjent nigdy nie figurował w rejestrze Narodowego Funduszu Zdrowia? Takich sytuacji nie brakuje.
Reforma służby zdrowia miała ułatwić życie pacjentom i uregulować sytuację z lekarzami tzw. pierwszego kontaktu. Każdy obywatel, który płaci składki na ubezpieczenie zdrowotne mógł wybrać swojego lekarza rodzinnego. Ten z kolei powinien co miesiąc aktualizować listę swoich pacjentów w NFZ. Ale w praktyce okazuje się, że nie wszystko w systemie działa, jak należy. Przekonał się o tym Tadeusz Kapłon?Rybski ze Zwięczycy. Danych jego i rodziny albo nie ma w ogóle, albo są nieprawdziwe.
- Z żoną byliśmy zapisani do lekarza w przychodni Medicor - mówi pan Tadeusz. - Kiedy chciałem sprawdzić swoje dane na stronach NFZ, okazało się, że nie ma mnie na żadnej liście. W informacji medycznej dowiedziałem się, że nie figuruję tam od 2005 roku, a mojej żony nigdy tam nie było. Natomiast moja córka jest u zupełnie innego lekarza, niż jej wybraliśmy. Co się dzieje w tym funduszu? Leczyłem się przez cały czas, więc co się działo z moimi pieniędzmi?
W NFZ w Rzeszowie dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej lekarz rodzinny nie zgłosił ich jako swoich pacjentów albo w przychodni nastąpiła jakaś pomyłka. Kierownik Medicoru starał się wyjaśnić sytuację.
- Lekarz rodzinny tych państwa od jakiegoś czasu nie pracuje w naszej przychodni. Dlatego nie wykazujemy ich do NFZ i nie widnieją w rejestrze. Nie bierzemy też od funduszu pieniędzy za ich leczenie - tłumaczy Tadeusz Mazurek, kierownik przychodni Medicor. ?Ale nie muszą się martwić. W kwietniu jeden z naszych lekarzy zrobi drugi stopień specjalizacji i wtedy będą mogli się do niego zapisać.
Problem jednak w tym, że przychodnia ma obowiązek poinformować pacjentów, że ich lekarz rodzinny odszedł i że powinni wybrać kogoś innego. Tymczasem pan Tadeusz twierdzi, że takiej informacji nigdy nie było.
- W takim razie, co fundusz robił z pieniędzmi odprowadzanymi z moich zarobków - oburza się Tadeusz Kapłon-Rybski. - A co z lekarzem córki? Wybraliśmy innego, inny wykazuje ją jako swoją pacjentkę. Jak służba zdrowia może funkcjonować w takim bałaganie?
ANNA DEPA
***

Wyjaśnienie do artykułu "Wirtualny Pacjent"

Jeśli lekarz podstawowej opieki zdrowotnej zatrudniony jest przez lecznicę, w momencie zrezygnowania z różnych przyczyn ze świadczenia swoich usług na rzecz tej placówki – ma ona obowiązek poinformować Narodowy Fundusz Zdrowia o zmianie w wykazie osób udzielających świadczeń. W tym momencie pieniądze przeznaczone na podstawową opiekę zdrowotną dla osób zapisanych do danego lekarza przestają spływać na konto tej lecznicy. Przychodnia ma również obowiązek powiadomić pacjentów o tym (w formie ogłoszenia w przychodni), że lekarz, do którego są zapisani, przestanie świadczyć swoje usługi i tym samym powinni wybrać nowego lekarza rodzinnego składając deklarację wyboru.

Opieka lekarza POZ jest opieką lekarza rodzinnego i wybierając takiego lekarza pacjent może liczyć na stałą opiekę i znajomość swojego stanu zdrowia ze strony lekarza, dlatego warto, by pacjent korzystał ze świadczeń zaufanego, wybranego przez siebie medyka – jest to przywilej, a nie obowiązek pacjenta.

W momencie, kiedy pacjent na wskutek nieobecności lekarza (choroba, urlop) korzysta z usług przychodni i innego lekarza przyjmującego w tej przychodni w ramach zastępstwa, pieniądze za leczenie dostaje ta jednostka. Jeśli jest to indywidualna praktyka lekarska, lekarz sam rozlicza się z lekarzem zastępującym.

Jeśli pacjent nie jest wykazywany na żadnej liście lekarza rodzinnego, żaden podmiot nie dostaje środków na jego leczenie (tak dzieje się np. gdy ubezpieczony nie chodzi do lekarza i nie złożył nigdzie deklaracji wyboru). Niewykorzystana pula środków z tego tytułu pozostaje w dyspozycji Funduszu dla osób, które nie są zapisane. W przypadku niezagospodarowania tych środków do końca roku Fundusz przeznacza je na finansowanie priorytetowych – z punktu widzenia pacjenta – świadczeń, np. na ratowanie życia.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


2 miliony złotych do zwrotu
Nowiny z dnia 8.03.2006

Inspektorzy narodowego Funduszu Zdrowia dokładnie skontrolowali szpital w Krośnie. Okazało się, że niektóre oddziały zbyt drogo policzyły swoje usługi. Teraz szpital musi oddać prawie 2 mln złotych do NFZ.

Oddział neurologii zarobił dla szpitala w Krośnie ok. 900 tys. złotych. Zdaniem pracowników NFZ - o 700 tys. za dużo. Szpital liczył stawki za wysokospecjalistyczne leczenie chorych po udarach mózgu, tymczasem według NFZ - takiego pododdziału placówka nie miała w swojej strukturze. Za pacjenta "poudarowego" fundusz płaci dwa razy więcej niż za zwykłego chorego na neurologii.

Brakowało kardiomonitorów
- Mieliśmy pacjentów i spełnialiśmy wszystkie standardy leczenia, brakowało nam tylko części wyposażenia na sali intensywnego nadzoru - tłumaczy dr Lesław Jucha, ordynator. - NFZ wymaga czterech kardiomonitorów, my dysponowaliśmy tylko dwoma.
Ordynator twierdzi, że rozliczał się w dobrej wierze. - Dopiero w trakcie roku okazało się, jakie wymogi stawia NFZ.
Oddział kupił już brakujący sprzęt (pieniądze dostał z ministerialnego konkursu), przygotowuje remont sali. - Musi być klimatyzacja i co najmniej 14 metrów kwadratowych na jedno łóżko - dodaje dr Jucha.

Pulmonologia: 200 tysięcy do zwrotu
Błędnie rozliczał się także oddział pulmonologii. Kontrolerzy zakwestionowali procedury na ok. 200 tys. złotych. Dlaczego? Bo poza chorobami płuc do kosztów wliczono także inne schorzenia.
- Urzędnicy mają papiery, a ja mam człowieka - broni się dr Karol Martynek, ordynator pulmonologii. - Mam pacjentowi leczyć tylko płuca i nie interesować się resztą chorego organizmu, bo to już inna procedura i fundusz za to nie zapłaci?

Jaka kara?
Piotr Latawiec, dyrektor podkarpackiego NFZ nie chce powiedzieć, jakie konsekwencje finansowe poniesie krośnieński szpital. Przypomnijmy, że po skontrolowaniu szpitala w Przemyślu, NFZ zażądał zwrotu 2 mln zł i nałożył karę 400 tys. zł. Teraz inspektorzy sprawdzają szpitale w Stalowej Woli, Mielcu i Rzeszowie. Dyrektor NFZ zapowiada skontrolowanie wszystkich lecznic powiatowych.

EWA GORCZYCA

Wyjaśnienie do artykułu "2 miliony złotych do zwrotu"

1. Nieprawdziwe są stwierdzenia ordynatora Lesława Juchy z Wojewódzkiego Szpitala Podkarpackiego w Krośnie, jakoby Pododdział Udarowy Oddziału Neurologicznego„spełniał wszystkie standardy” i że brakowało „tylko części” wyposażenia. Zespół kontrolujący dokonał oględzin i oceny Oddziału i stwierdził, że …Pododdział Udarowy nie istnieje. Kontrolerzy na miejscu stwierdzili, że do funkcjonowania takiego oddziału brakuje:
- wydzielonych sal intensywnego nadzoru udaru mózgu,
- wydzielonego personelu lekarskiego i pielęgniarskiego Pododdziału Udarowego,
- bezpośredniego stałego nadzoru pielęgniarskiego nad chorymi w ostrej fazie udaru,
- chirurga naczyniowego,
- neurochirurga,
- respiratora,
- defibrylatora,
- karty obserwacji chorego nie są prowadzone zgodnie z wymogami,
- nie jest prowadzona ocena stanu neurologicznego wg skali,
- konieczne jest dowożenie pacjentów na konsultacje neurochirurgiczne do Rzeszowa,
- dostępność do badań MRI w odległości kilkudziesięciu kilometrów uniemożliwia ich wykonywanie u części chorych (stany ciężkie, przeciwwskazania do transportu).
Podsumowując, płaciliśmy za wyższy standard leczenia, którego w rzeczywistości nie było.

2. Nieprawdziwe jest informacja, że „dopiero w trakcie roku okazało się, jakie wymogi stawia NFZ”. Informacje o wymogach, jakie Fundusz stawia wobec świadczeniodawców są znane zawsze PRZED ZAWARCIEM umowy. Umowa zawarta na 2005 r. jest identyczna jak obowiązująca w roku 2004, trudno więc obronić stwierdzenie, że po półtora roku funkcjonowania ordynator – podczas kontroli – dowiedział się, jak rozliczać się z Funduszem.

3. Nieprawdziwe jest stwierdzenie, jakoby oddział pulmonologii nie posiadał informacji, jakie procedury medyczne można sumować z innymi. Sumowanie procedur jest dopuszczalne, ale zgodnie z zasadami opisanymi w katalogu świadczeń szpitalnych i szczegółowych materiałach dotyczącymi lecznictwa szpitalnego. Kontrolerzy nie kwestionowali leczenia innych chorób współistniejących, ale sposób ich rozliczania. Właśnie ów proceder, zaowocował zażądaniem przez Fundusz zwrotu środków.

Reasumując, szkoda, że autorka pisząc artykuł nie zwróciła się do NFZ zapytaniem o zasady, jakie obowiązują obie strony. Chyba że uznała, że oczywistych faktów się nie tłumaczy, a takim niewątpliwe jest założenie, że strony umowy – przecież wykształcone – wiedzą, co podpisują. Dlaczego więc nie znalazło to oddźwięku w treści artykułu – pozostawiam bez komentarza.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie


Jaki świetny, drogi Fundusz
Super Nowości z dnia 23.02.2006

W ub. poniedziałek lekarze z kilkudziesięciu placówek służby zdrowia na Podkarpaciu strajkowali domagając się podwyżek płac. Strajk nie miał żadnego wpływu na Narodowy Fundusz Zdrowia. A mógłby mieć, gdyby urzędnicy NFZ wykazali się pamięcią.
Zajrzeliśmy do planów finansowych NFZ z lat 2005 i 2006. Zajrzeliśmy też do takiego planu z roku 2003. Porównaliśmy niektóre dane i wyszło nam, że prosty zabieg administracyjny mógłby znacząco zwiększyć nakłady na poszczególne zadania służby zdrowia, a podwyżki dla lekarzy mogłyby sięgnąć kilku procent.
W roku 2005 przychody NFZ ze składek wyniosły 34,28 mld zł, w roku 2006 z racji wzrostu składki zdrowotnej z 8,5 do 8,75 proc. wyniosą one 36,25 mld zł. Wzrost nakładów na zdrowie wyniosi prawie 5,75 proc.
A wydatki na administrację? W ub. roku wyniosły one 350,9 mln zł. W tym będzie to 372,9 mln zł. Wzrost o 6,2 proc. Pensje urzędników (brutto) wzrosną średnio o 7,7 proc. Łączne wydatki na ten cel wzrastają z 215,13 do 231,64 mln zł. Tylko ''ciut'' więcej, niż stopień inflacji. Gdyby utrzymać płace na poziomie ub. roku, Podkarpacie dostałoby na zdrowie średnio 1 mln zł więcej! Wystarczyłoby na oddłużenie małego szpitala lub kilkaset prostych operacji chirurgicznych. Czy w ub. roku, gdy pensje były niższe NFZ działał źle? Nie. Mamy na to dowody w postaci artykułów prasowych.
Ale to jeszcze nic. Zajrzeliśmy do wydatków NFZ z roku 2003, z czasów, kiedy też świetnie prosperował (na co mamy dowody w postaci artykułów prasowych). W skali kraju wydatki administracyjne wyniosły 229,33 mln zł, z czego na wynagrodzenia brutto przeznaczono ok. 147 mln zł. Do tego należy dodać koszty i księgowania składek. W 2003 r. wydano na to ok. 41 mln zł, teraz 64 mln zł. Przybyło obywateli, czy co?
Gdyby urzędnicy NFZ mieli dłuższą pamięć, mogliby przywrócić stan wydatków z czasów, gdy Fundusz działał ''bez zarzutu'', czyli z roku 2003. Czysta oszczędność w granicach 167 mln zł. Po 10 mln na województwo. W skali Podkarpacia to prawie 1 proc. tego, co łącznie wydaje się na leczenie.
MIROSŁAW BRZEZIŃSKI
*****
Wybrane pozycje z planu finansowego NFZ na 2006 rok w tys. zł:
w skali krajuna Podkarpaciu
przychody NFZ36 340 1401 680 119
administracja372 89116 810
płace brutto231 63610 064
podstawowa opieka zdrowotna3 754 258205 907
opieka ambulatoryjna2 491 080124 990
lecznictwo szpitalne14 304 193674 522
lecznictwo uzdrowiskowe350 38119 308

Wyjaśnienie do artykułu "Jaki świetny, drogi Fundusz"
Nieprawdziwy jest podpis pod zdjęciem ilustrującym tekst Mirosława Brzezińskiego pt. „Jaki świetny drogi Fundusz”. Koszty administracyjne oddziału NFZ widocznego na zdjęciu nie wzrosły w ciągu trzech lat o 142 mln złotych! A taki wniosek nasuwa się „statystycznemu” Czytelnikowi.
Nieprawdziwa jest również liczba 10 064 tys. zł, podana jako nasze płace brutto na 2006 r. Prawdziwa to 8 257 tys. zł.
Podkarpacki Oddział NFZ obejmuje swym działaniem 2,052 mln ubezpieczonych. Przy obecnym zatrudnieniu mamy największą w kraju liczbę ubezpieczonych na jednego urzędnika, albo – inaczej – najmniejszą w kraju liczbę urzędników w przeliczeniu na ludność regionu.
Udział kosztów administracyjnych w przychodach Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ wynosi 1%, czyli 99% przychodów naszego oddziału przeznaczone jest na leczenie. Utrzymanie POW NFZ kosztuje jednego ubezpieczonego około 7 (słownie: siedem) złotych rocznie!
Nie wypada narzekać na swoje zarobki, ale mamy je również najniższe w kraju. Ostatnia podwyżka wynagrodzeń zasadniczych zaplanowana na 2006 r. to 0,75%, tj. kilkanaście złotych miesięcznie.
W tym kontekście zawarta w tytule ironia nie do końca jest uzasadniona.

Monika Mularz-Dobrowolska
Sekcja Komunikacji Społecznej
POW NFZ w Rzeszowie



Powrót

Kontakt
Świadczeniobiorcy
Ubezpieczeni
Nasze zdrowie w UE
Inni o nas
 
licznik: 25130
© Narodowy Fundusz Zdrowia 2003-2004